sobota, 29 września 2018

MAŁE DOMOWE SPA



Witajcie:-)



Dziś zrobiłam sobie takie małe SPA:-). Podczas prysznica użyłam po raz pierwszy peelingu Body Boom:-). Powiem Wam, że jestem zachwycona:). Pomimo tego, iż użyłam go po raz pierwszy to od razu się zakochałam:-). Cudownie ściera naskórek, przepięknie pachnie, a skóra jest gładka. Nigdy nie używałam tego peelingu, a więc kupiłam w wersji miniatury i o zapachu kokosa. Gdy nakładałam peeling to pachniało kokosem, a po chwili cudownym aromatem kawy. Ziarenka tego peelingu są drobniutkie, ale bardzo dobrze ścierają i skórę po jego spłukaniu miałam delikatnie zaczerwienioną, jednak nie bolącą i nie podrażnioną. Śmiać mi się chciało gdy widziałam swoje ciało w takie czarne kropeczki, no bo przecież to kawa:-). Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie używałam żadnego peelingu do ciała. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale tak było. Jednak moje postanowienie od dziś jest takie, aby chociaż raz w tygodniu używać peelingu. Ta miniatura kosztowała tylko 9,99 zł w drogerii Kosmyk, ale dostępny jest również w sklepie internetowym Body Boom. Nie dość, że od dziś polubiłam peelingowanie ciała, to jeszcze zakochałam się w peelingach Body Boom. Już nie mogę się doczekać, aby przetestować inne zapachy. Tak w ogóle to zamierzam testować inne produkty marki Body Boom. Mają miedzy innymi: masło do ciała, peeling do twarzy itd. Polecam Wam z całego serca ten peeling do ciała Body Boom. Jeżeli nie jesteście pewni to kupcie sobie tak jak ja miniaturę. Po takim peelingowaniu nałożyłam sobie olejek Bio Oil, który pachnie obłędnie i którego Wam polecam. Zapach olejku utrzymuje się cały dzień, dosłownie:-). Gdy już zadbałam o ciało to przyszła pora na twarz. Oczywiście peeling na twarz marki Ziaja, potem nałożyłam jeszcze pasek oczyszczający na nos z aktywnym węglem marki Cettua, który kompletnie się nie sprawdził. W ogóle się nie przykleił i niczego nie zrobił. Potem użyłam maski Garnier Skin Naturals Moisture + Comfort. Maska jest w formie takiej bawełnianej płachty. Zawiera ekstrakt z rumianku i kwas hialuronowy. Ma za zadanie nawilżać, wygładzać i koić skórę. Faktycznie to zrobiła. Trochę ta płachta była za duża jak na moją twarz, ale i tak dałam rade:-). Trzymałam 20 minut, choć producent zaleca 15 minut. Musze Wam powiedzieć, że niesamowicie obficie była nasączona tymi składnikami, może trochę za dużo:-). Całe ciało by można było pokryć:-). Tak czy inaczej polecam wypróbować:-). Tak wygląda:






Kiedyś użyłam również Garnier Skin Naturals, ale Moisture + Aqua. Wtedy nie trzymałam się zaleceń producenta i pozostawiłam do tej pory, aż płachta zacznie wysychać. Według mnie tak powinno się robić, bo po 15 minutach jest nadal bardzo mokra i produkt się marnuje. Musze przyznać, że takim skutkiem ubocznym obu masek była lepkość skóry. Nie lubię tego uczucia. Tak wygląda poprzednia maska:







Możecie te maski nabyć między innymi w Rossmannie. Mam nadzieje, że wypróbujecie któryś z tych kosmetyków. Tymczasem, dziękuje Wam za poświęcony mi czas i do następnego posta:-). Pozdrawiam gorąco:-)  





     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz